Prawda, o której rzadko mówi się głośno, jest brutalna: zeszyty i kalendarze wielu usługodawców kryją na swoich ostatnich stronach tak zwane "czarne listy".
Dlaczego powstają "czarne notesy"?
Dla właściciela małego biznesu nie ma nic gorszego niż puste krzesło, pusty fotel, czy pusty podnośnik.
Wyobraźmy sobie salon psiej urody – fryzjer ma zarezerwowane w grafiku dwie godziny na skomplikowane strzyżenie i pielęgnację wymagającego Shih Tzu. Klient nie przychodzi i, co gorsza, nie odbiera telefonu. Podobny scenariusz dotyczy warsztatu samochodowego, w którym stanowisko stoi bezużyteczne przez pół dnia, bo kierowca zapomniał o umówionym przeglądzie lub zmianie opon.
Straty z takich sytuacji, nazywanych w branży "ghostingiem", idą w tysiące złotych miesięcznie. Czas to pieniądz, a nieobecność klienta to czysta strata. Dlatego lokalni przedsiębiorcy zaczęli bronić się sami, zapisując nazwiska i numery telefonów osób, które notorycznie lekceważą ich pracę i czas.
Czy to fair wobec reszty?
Zjawisko znikających klientów uderza w nas wszystkich. To właśnie przez nieodpowiedzialność mniejszości, salony, gabinety i warsztaty na Lubelszczyźnie coraz częściej zmuszone są do drastycznych kroków.
Aby zrekompensować sobie straty, firmy podnoszą ceny usług dla wszystkich. Wprowadzają rygorystyczne regulaminy, a przy zapisach wymagają bezzwrotnych zadatków. Cierpią na tym uczciwi klienci, którzy po prostu chcą szybko i wygodnie załatwić swoją sprawę, a nagle muszą udowadniać, że potraktują rezerwację poważnie.
Koniec ery papierowego detektywa
Prowadzenie papierowej czarnej listy to archaizm, który generuje wyłącznie niepotrzebny stres po obu stronach. Przedsiębiorca nie powinien pełnić roli detektywa i sprawdzać każdego dzwoniącego numeru z drżącym sercem. Z kolei klient nie powinien czuć się jak na przesłuchaniu przy każdej próbie umówienia wizyty.
Rozwiązaniem, które na dobre rozwiązuje ten konflikt, jest odpowiednia technologia. Zamiast zniszczonego notesu z przekreślonymi nazwiskami, wystarczy mądry system rezerwacji, który przejmuje niewdzięczną rolę "złego policjanta".
Technologia wkracza do akcji: Poznaj Look&Book
Właśnie po to, aby wyeliminować takie codzienne frustracje, powstaje Look&Book – nowoczesny system rezerwacji, którego premiera zaplanowana jest już na lipiec tego roku. To narzędzie, które zdejmuje z barków usługodawców ciężar pilnowania terminów i ułatwia życie klientom.
Jak to zjawisko znikających klientów rozwiązuje Look&Book?
- Zautomatyzowane przypomnienia e-mail: Klient otrzymuje wiadomość z przypomnieniem o wizycie z odpowiednim wyprzedzeniem. Zmieniły mu się plany? Ma szansę zmienić termin lub anulować wizytę jednym kliknięciem, a system automatycznie wpuści na to miejsce kogoś innego.
- Bezkonfliktowa weryfikacja: System potrafi zarządzać historią rezerwacji i w przypadku ryzykownych terminów dać informację o ryzyku, że klient może się nie pojawić. W takich sytuacjach warto podjąć kontakt, by zmniejszyć ryzyko, że Klient po prostu nie przyjdzie.
- Kultura szacunku do czasu: Klienci mają dostęp do grafiku 24/7 i rezerwują wizyty wtedy, kiedy mają na to czas – nawet w środku nocy. Biznes zyskuje płynność, a właściciel spokojny sen.
Technologia pozwala budować relacje oparte na wygodzie i profesjonalizmie, odsyłając "czarne listy" na śmietnik historii.
A Wy po jakiej jesteście stronie barykady? Zdarzyło Wam się kiedyś zapomnieć o umówionej wizycie i spalić ze wstydu, czy może prowadzicie własny biznes i w Waszej szufladzie leży podobny "czarny notes"?

